Archiwum lipiec 2009, strona 2


lip 02 2009 Rozdział 2
Komentarze (0)

Rozdział 2

Nadstawiłam uszy i słuchałam rozmowy moich rodziców. A raczej kłótni...
-Mam już tego dość! Mam dość jej fochów i zachowań!- krzyczał Edward.
-Myślę, że to przez to miejsce. Odkąd tu zamieszkaliśmy zachowywała się tak dziwnie.
Prychnęłam, zapominając, że mnie usłyszą. Usłyszałam warknięcie dobiegające zza okna. Wychyliłam się i ujrzałam jak ktoś wbiega do lasu. Na początku stałam normalnie się przyglądając, lecz moja ciekawość wzięła górę. Zeskoczyłam z okna i powolnym krokiem udałam się w stronę lasu. Gdy byłam już blisko dostałam jakąś paćką. Od razu warknęłam i rzuciłam się na tego kogoś. Oczywiście był to Emmet. Chyba się wystraszył bo zaczął uciekać. Wbiegł do domu a ja za nim. I w końcu z impetem wpadliśmy na Carlisle i Rosalie rozmawiających o czymś. Rosalie wzięła Emmeta za ucho i pociągnęła za sobą. Ja niestety zostałam sam na sam z dziadkiem.
-Mhm... Cześć dziadku?
-Musimy poważnie porozmawiać...
-Czemu nie. Nie co dzień rozmawia się z własnym dziadkiem.
Wskazał ręką na swój gabinet. Od razu zrozumiałam, więc udałam się w jego kierunku. Usiadłam na krześle na przeciwko biurka i czekałam aż zacznie mówić.
-Renesmee...Czy możesz wytłumaczyć swoje zachowanie?
Pokiwałam głową jednak nie odpowiedziałam. 
-No to powiesz?
-Aa...Tak. Hm...To trochę zbyt proste.
-Proste rzeczy też rozumiem.
-Bo wiesz... To chyba jedyny sposób abyście wreszcie zwrócili na mnie uwagę. Chyba tylko raz na miesiąc gdy jest wywiadówka, jestem tematem rozmów. Nie chodzi mi o bycie pępkiem świata ale o odrobinę zainteresowania. Najwięcej czasu poświęcają mi Emmet, Alice i Jasper. Choć czasami też i Esme. Nigdy nie pytacie jak było w szkole. A na dodatek każdy element mojego "życia" zaplanowaliście beze mnie!
Chyba zbyt się rozgadałam. Nie odważyłabym się nigdy spojrzeć teraz mu w oczy. Jednak zrobiłam to. Na stojącym niedaleko lusterku zauważyłam, że moje włosy zrobiły się czarne. Nie ma to jak pokazać uczucia.
-Rozumiem to.- odpowiedział Carlisle.- I masz rację. Postaramy się naprawić nasze błędy ale mam jeszcze dwie prośby.
-Wal śmiało.- uśmiechnęłam się zapominając o tym co mówiłam wcześniej.
-Po pierwsze. Zmień swoje zachowanie w szkole. A po drugie... O co Ci chodzi z tym "życiem"?
-To ty nic nie wiesz?
Pokręcił przecząco głową. 
-Jak dobrze wiesz, Jacob miał we mnie wpojenie. Pewnego razu natknęłam się na zapiski mojej mamy. Raczej nikt dla żartów nie pisze 11 Grudzień - Ślub Nessie i Jake'a. Po za tym były tam też różne szczegóły. Co będę robić. I w ogóle.
-Nic o tym nie wiedziałem. Porozmawiam o tym z twoimi rodzicami. A na razie to mam pytanie... Zagrasz z nami w baseball?
Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.
-Będę sędzią, prawda?- zapytałam niepewnie.
-Nie. Będziesz grała. Esme jest sędzią. Będzie nas akurat osiem.
-Nie jestem pewna. Nie umiem grać a nie chce dać kolejnego powodu do śmiechu Emmetowi.
-Ale możesz mu dać powód do łez także. Ale oczywiście w wampirzym wykonaniu.
Zachichotaliśmy. Pierwszy raz czułam się przy nim swobodnie. Udaliśmy się razem na polane. Wszyscy tam czekali. Emmet zaczął rżeć jak koń, gdy dowiedział się, że będę z nimi grać. Oznajmij wszem i wobec, że powinniśmy oddalić się ze dwa kilometry aby nic im się nie stało. Przestał mnie złościć, gdy moje włosy zmieniły odcień na bardzo czerwony. Wzięłam kij podany mi przed Edwarda, Pierwszy raz użyję swoich mocy. Planowałam wykorzystać je aby ukatrupić wujka E ale powstrzymałam się. Alice rzuciła piłkę i dziw, że ją odbiłam. Szybko pobiegłam zaliczyć bazy i jeszcze bardziej zdziwiona zauważyłam, tak jak pozostali, że pobiłam rekord Edzia.
-Jak tak szybko to zrobiłaś?- spytali.
-Ee... Geny?
Edward uśmiechnął się i krzyknął:
-Moja krew! Ups... Złe stwierdzenie. Sorki.
Zachichotałam. Oczywiście nie wiedział, że mam krew. Oni nie czuli jej bo jest między nami pewna więź. Jednak gdyby jakiś wampir znienacka się pojawił na pewno by mnie poczuł. Moja krew bardziej przyciąga, bo istnieją tylko dwa pół wampiry. Ale całe szczęście żadno widujemy nowe wampiry.
-Gramy dalej?
Wszyscy pokiwali ochoczo głowami. Tym razem miałam złapać piłkę. Odbijał Emmet i gdy wybił na środek lasu piłkę pokazałam mu środkowy palec i pobiegłam. Niech ochłoną zanim na mnie nakrzyczą. Po paru minutach znalazłam piłkę i szybko ją odrzuciłam i chciałam wracać lecz usłyszałam jakiś odgłos. Odwróciłam głowę i coś mignęło mi przed oczami. Ruszyłam w tamtym kierunku nie zważając na to, że mnie wołają. Znalazłam się nad jakimś małym jeziorkiem i wtedy ujrzałam go. Jacob siedział nad brzegiem i uśmiechał się do mnie szelmowsko. Moje włosy zmieniły kolor na jasny czerwień i szybko podeszłam do niego.
-Co ty tu robisz?- spytałam szorstko.
-Chciałem cię zobaczyć na osobności. Wiesz co do ciebie czuję i chciałbym abyś wreszcie zrozumiała, że nikomu Cię nie oddam.
-JA NIE JESTEM RZECZĄ! I nie ty decydujesz z kim będę! Może znajdę chłopaka w tej szkole? A może w innej ale to nie będziesz ty! 
Warknął cicho i nie zauważyłam nawet kiedy do mnie podszedł. Nie bałam się go, wręcz przeciwnie. Złapał mnie za ramiona i przybliżył. O rany! Chciał mnie pocałować. Szybko wyrwałam mu się i uciekłam. Gdy wybiegłam z lasu na polankę to nikogo nie było prócz Edwarda.
-Ile można na Ciebie czekać?
-Przepraszam. Zgubiłam się.- kłamałam wymówkami, które zdarzyć się nie mogły.
-Słuchaj... Przeprowadzamy się do Forks. Mieszkaliśmy tam najdłużej ale chyba mieszkańcy nas rozpoznają, lecz nie obchodzą nas już. Mam nadzieję, że zrobisz dobre wrażenie.
Pokiwałam głową, ziewając. Nie wiedziałam nawet kiedy odpłynęłam do krainy snu.

almadia   
lip 02 2009 Rozdział 1
Komentarze (0)


Rodział 1

Otworzyłam niechętnie oczy. Dzisiaj idę do szkoły. Nie ma to jak uczyć się z rodzicami. Jesteśmy rodziną wampirów, więc każdy wygląda tak samo, więc udajemy, że wszyscy jesteśmy adoptowanymi dziećmi Carlisle i Esme. Ja jestem ich nowym nabytkiem. Gdy zeszłam z łóżka. usłyszałam krzyki, więc szybko się przebrałam, złapałam torbę i zeszłam powoli po schodach. Czasami moja ludzka natura bierze górę i wywalam się na tych niebezpiecznych schodach. Usłyszałam kolejny krzyk. Weszłam do rzadko używanej jadalni i zdziwiłam się widokiem, który tam na mnie czekał. Cały pokój ubrudzony był błotem, równierz mieszkańcy. Po chwili na mojej bluzce zagościła wielka plama. Warknęłam i spojrzałam na rzucającego. No tak. Emmet. Zrobił minę niewiniątka, więc myślał, że mu odpuściłam skoro się uśmiechnęłam. Podeszłam do niego. Chyba tylko Alice i Edward wiedzieli co zrobię, bo chichotali. I po minucie na twarzy mojego wujaszka zagościło błotko. Wszyscy śmiali się jak opętani. Po chwili wszedł Carlisle. Na chwilę zapadła cisza, lecz potem znów została zagłuszona. Esme "niechcący" ubrudziła go. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
-Ja...HAHA... Ja otworze!- śmiałam się do rozpuku.
Otworzyłam drzwi a za nimi stał nie kto inny jak Jacob. Uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby i podał mi róże.
-Pozwolisz, że odwiozę Cię do szkoły?
-Jacob... Co ja ci mówiłam o niezapowiedzianych wizytach. Obiecałam Alice, że dam się jej podwieźć..
-Nie przejmuj się. Jedź.- rozległ się głos.
Obok mnie stała wymieniona wcześniej osoba. 
-Pójdę tylko zmienić bluzkę.
I wróciłam do pokoju. Po sekundzie miałam na sobie inną bluzkę.
-Wredny narwany chochlik!- krzyczałam, próbując wyładować złość.
Po chwili poczułam jak robię się wesoła. No tak... Jasper.
-Dzięki.- mruknęłam.-Do zobaczenia, wujku Jazz.
Skrzywił się. Nienawidził tego skrótu. Dlatego go używałam. Wiem. Jestem podła ale cóż... W naszej rodzinie, według "mężczyzn" góruje prawo dżungli. Przeżyje najsilniejszy. Wyszłam z domu. Od razu zauważyłam kierowcę, który miał mnie zawieźć. Otwierał drzwi od strony pasażera. Weszłam i zapięłam pasy, lecz po chwili odpięłam. Zapomniałam, że on jeździ strasznie wolno. Najbardziej uwielbiam jeździć z Edwardem bądź Alice. Strasznie szybko jeżdżą. Jasper też nie jeździ normalnie ale nie jest on zbyt rozmowny. Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Pożegnałam się zwykłym cześć i ruszyłam w kierunku sekretariatu. Jednak czekała mnie niespodzianka. Moja mama czekała na mnie z planem lekcji. Uśmiechnęłam się i razem z nią weszłam do budynku.
-Szkoda, że nie będziemy mieli razem lekcji. Zawsze mnie od was rozdzielają. W każdej szkole, do której pójdziemy. To jest nie fair. Czemu tak jest?
Moja mama zaśmiała się i powiedziała:
-Widać nas nie lubią. Za niedługo postaramy się wrócić do Forks. Tamto miejsce najbardziej nam przypadło do gustu, więc... Musisz tylko wytrzymać jeden rok...
Spojrzałam na nią przerażona. ROK. Tylko rok. Extra. Nie ma co. Pierwszą miałam historię, więc może nie będzie tak źle. Gdy tylko weszłam wszyscy uczniowie spojrzeli na mnie. Było na co patrzeć. Mimo iż nie byłam w pełni wampirem to byłam blada. Miałam długie, kręcone włosy. Jestem najdziwniejszym wampirem, według Volturi. Chyba kod DNA, o ile takie coś mam, się zmieszał z zbyt wieloma osobami. Moje oczy pokazywały czy nie jestem głodna. A moje włosy pokazywały mój nastrój. Żeby mnie rozszyfrować, nie potrzebny jest Jasper. Zanim poszłam do szkoły musiałam się trochę podszkolić aby na korytarzu moje włosy nie zmieniły nagle koloru. Jestem bardzo złożoną postacią. Chyba wampiry odziedziczają po każdym członku rodziny, biologicznym jak i przyszywanym coś z nimi związanego. Uwielbiam muzykę i gram na fortepianie. To chyba po moim tacie. Przyciągam wiele kłopotów. Po mojej mamie. Uwielbiam majstrować przy samochodach - Rosalie. Lubię grać w szachy. To chyba Jazz lubi. Po Alice mam optymistyczne nastawienie do świata. Po Esme troskę a po Carlisle mam to coś. No wiecie... Potrafię się opanować, nawet gdy czuję krew. Chyba dlatego, że jem też ludzkie rzeczy ale cóż... A po Emmecie odziedziczyłam chęć walki. On sam uważa, że to co najlepsze dostałam właśnie od niego, lecz to mi przysparza samych kłopotów. Musiałam się tłumaczyć, dlaczego złamałam rękę koledze, gdy po prostu jej dotknęłam. Ale możliwe, że to przez to, że mnie wkurzył. 
-Proszę zajmij tą wolną ławkę na końcu.- powiedział do mnie nauczyciel.
Usiadłam pewna siebie. Chłopak przed mną odwrócił się i uśmiechnął. Jednak nie zwracałam na niego uwagi. Po chwili przede mną leżała kartka. Rozwinęłam ją i po każdym słowie, czułam narastający we mnie gniew.

"Cześć Mała. Co powiesz na spotkanie ze mną sam na sam? Jesteś niezłą laską..."

Nie chciałam aby zmienił mi się kolor włosów, więc stanowczo powiedziałam szeptem do niego.
-Możesz tylko pomarzyć...
Uśmiech jednak nie zszedł z jego twarzy. Został jednak spytany, więc musiał się odwrócić. Czekałam i czekałam aż wreszcie zabrzmi dzwonek. No i nastała ta chwila. Szybko udałam się do następnej klasy. Nim się obejrzałam a była ostatnia lekcja. Fizyka. Kto w ogóle wymyślił ten przedmiot?
-Panno Cullen...-zawołał nauczyciel.
-Czego?- warknęłam.
Nie wiem skąd u mnie ta niegrzeczność. Może to przez tego chłopaka?
-Proszę się do mnie zwracać grzeczniej, panno Cullen. Proszę odpowiedzieć na moje pytanie.
-Jakie pytanie?
-Mówimy o obliczaniu masy, panienko. 
-Ee... Czyjej masy?
-Mojej...
-Przykro mi.- powiedziałam.- Skala nie obejmuje takiego ciężaru. Jestem zdziwiona, że podłoga się nie zarwała. Jest zrobiona pewnie z tytanu.
-Dość tego! Wzywam twoich rodziców.
-A proszę bardzo... Stęskniłam się za nimi.
Kurczę...Jak ja się zachowuję. Chyba mam jakiś atak złości czy coś w tym stylu.
-Mogę się przewietrzyć...
-Tak.- odparł chłodno.- Dobrze Ci to zrobi.
Nawet nie zauważył, że zgarnęłam książki i wzięłam ze sobą torbę. Wyszłam ze szkoły. Oczywiście po chwili ktoś niemiło mnie zaskoczył. Dyrektor.
-Proszę do mojego gabinetu.
I ruszyłam za nim. Po paru minutach byłam w jego gabinecie. Wyszedł zadzwonić i wrócił. Czekałam chyba z dwie godziny. Nie mogłam się skupić aby nie zmienił się kolor moich włosów. Nagle do gabinetu wpadł mój dziadek. A nie. Gdy jesteśmy w szkole, to jest moim tatą. Milczałam. Nie mogłam przerwać mojego zamyślenia bo inaczej dokonała by się przemiana.
-Dzień dobry, panie Cullen.- powiedział dyrektor.- Zapewne przeszkodziłem panu w pracy, ale to jest wyjątkowa sytuacja. Pana córka chciała wyjść ze szkoły podczas lekcji.
-Nie prawda!- przerwałam.- Chciałam się przewietrzyć. 
-A więc po co ci ta torba?
Nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią. Palnęłam po prostu pierwszą, która mi przyszła do głowy.
-Mam tam leki.
-A gdzie one teraz są...?
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc postanowiłam odegrać teatrzyk.
-Mam je w torbie.- mruknęłam i zajrzałam do niej.- Coś takiego! Ukradli je!
Dyrektor prychnął. Carlisle pokręcił niedowierzająco głową i powiedział dyrektorowi:
-Sam się nią zajmę. Przestanie się tak zachowywać. Do widzenia.
-Tak, tak. Do widzenia.
Dziadek wziął mnie za nadgarstek i zaczął prowadzić do swojego samochodu. Otworzył drzwiczki i po chwili jechaliśmy. Pierwszy raz widziałam go tak wkurzonego. Jednak nie patrzyłam więcej na niego. Spojrzałam w okno, niby zafascynowana widokiem. Gdy dojechaliśmy do domu, szybko wyszłam, aby mnie tam nie zamknął... Nim się obejrzałam a już byliśmy w środku. Esme zdziwiona widokiem męża, spojrzała na mnie. Ja tylko wzruszyłam ramionami i chciałam iść, lecz powstrzymał mnie bardzo groźny głos mojego taty.
-CO TO MIAŁO ZNACZYĆ?
-Ale co tatku?- spytałam łagodnie.
-PYSKOWAŁAŚ NAUCZYCIELOWI, CHCIAŁAŚ UCIEC ZE SZKOŁY I KŁAMAŁAŚ DYREKTOROWI PROSTO W OCZY A NA DODATEK CARLISLE MUSIAŁ SIĘ ZWOLNIĆ Z PRACY! LEPIEJ ŻEBYŚ MIAŁA DOBRĄ WYMÓWKĘ...
-Możesz nie krzyczeć? Ja mówię do Ciebie normalnie.- powiedziałam i tym go już totalnej rozgniewałam. Z znikąd pojawiła się moja mama i kazała udać się do pokoju. Z chęcią posłuchałam jej ale i tak słyszałam całą ich rozmowę.

almadia   
lip 02 2009 Prolog
Komentarze (1)

Prolog

Jak ja to mówię. Niemożliwe staje się prawdą...
Czy ktokolwiek z was wierzy w istnienie wampirów, wilkołaków i innych stworzeń? 
Jeśli nie, to muszę was rozczarować. Nazywam się Renesmee Carlie Cullen i jestem pół człowiekiem i pół wampirem. Zaskoczeni? Nie tak jak ja. Pochodzę z rodziny wampirów. Jestem córką Isabelli i Edwarda Cullen. Moje imię pochodzi od imion moich babć i dziadków. Renesmee od Renee i Esme a Carlie od Carlisle i Charliego. Oczywiście Carlisle i Esme to moi niby przyszywani dziadkowie, jednak mówię do nich raz po imieniu a raz np. dziadku. Trochę pogmatwane ale da się żyć. Czy mówiłam ile mam lat? Mam niecałe siedemnaście lat. Gdy wreszcie będę pełnoletnia przestane się rozwijać. Czyli, że na zawsze zostanie mi wygląd taki jaki będę miała. Przynajmniej tak mi się wydaję.
Jako iż jestem w pewnej części człowiekiem, mogę żywić się zwykłym jedzeniem albo krwią. Oczywiście zwierząt. Carlisle mnie już "tresuje" abym chodziła z nimi na polowanie. 
Inny ważny szczegół? Każdy element mojego życia został już dopasowany. Jacob Black, wilkołak i mój kolega, miał wpojenie we mnie. Chyba wiecie co to jest wpojenie? Zakochał się na zawsze biedaczek... No i niestety kiedyś znalazłam notatki mojej mamy a w nich pisała data naszego ślubu... Gdzie tu jest sprawiedliwość? Nie ma. Jednak wszystko się zmienia. Na lepsze czy na gorsze... Czytajcie dalej.

almadia